chyba pierwszy raz w tym roku nastąpił taki uroczy zbieg okoliczności: miałam wolne, była piękna pogoda i wszyscy dobrze się czuliśmy, chociaż potem zrobiłam mule na obiad i te małe cipki duszone w białym winie wzięły srogi odwet na moim wegetariańskim żołądku, czego akurat nie sfotografowałam, więc nie zostanie to opublikowana na blogasku... w każdym bądź razie wykorzystałam ostatnie dni jak się dało, łażąc z
mariuszem i
arkiem po pentlandach




oraz (już tylko z
mariuszem) oficjalnie zaczynając rowerową wiosnę wypadem do mariny newhaven



swoją drogą wstyd mi, że pozwoliłam nikonowi tak się zakurzyć ostatnio. jednak nie ma to jak wrzucić mały obrazek do torby i pójść się poszwędać, popstrykać kilka pocztówek dla bliższych i dalszych przyjaciół.
Zazdroszczę kompozycyjności, światła i cieni, szczegółów, czyli tego wszystkiego co składa się na piękne kadry.
OdpowiedzUsuńa ja spokojnego życia z czasem dla siebie
OdpowiedzUsuńno nie wiem, czy ono takie spokojne :)
OdpowiedzUsuńbardzo fajne spacerniaki, najs.
OdpowiedzUsuńwięcej wycieczek i więcej rowerów !!!
OdpowiedzUsuńwięcej rowerów? niby gdzie zmieścimy trzeci???
OdpowiedzUsuńEkstra miejsca:-)
OdpowiedzUsuńszał.. to pierwsze, prawie jak moje! ;D
OdpowiedzUsuńno nie, ty byś miał jeszcze jakąś ruinkę na horyzoncie:P
OdpowiedzUsuń