piątek, 17 lutego 2012


01.2012. gibraltar.
to chyba moje najlepsze wspomnienie z ostatniego wyjazdu. z tego tu skromnego miejscka chciałabym złożyć wielkie i serdeczne podziękowania dla jagody (cmoki, buziaki kochana), która nas tam zabrała. niestety, nie mam zbyt wielu zdjęciuszek na kliszy, więc pokażę wam tylko te tam niżej, szoty mobilkowe. jest ich zresztą cała masa... 
w sumie nie spodziewałam się, że gibraltar zrobi na mnie takie wrażenie. kilka lat temu rozmawiałam o tym miejscu - bodajże - z michałem, który powiedził mi, że owszem, był tam. i że w sumie nic specjalnego, taka tam skała, trochę betonu, wody. no i małpy. nie mogłam w to uwierzyć, i postanowiłam sobie wtedy, że muszę to sprawdzić. w moich wyobrażeniach gibraltar był zawsze miejscem przerażającym i magicznym,  więc w sumie jadąc tam, nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać.
kiedy pierwszy raz o nim usłyszałam, musiałam mieć mniej niż siedem, osiem lat i ta informacja  zachwiała moim światopoglądem. wcześniej świat był prosty. okrągły. łatwy do ogarnięcia. nazywał się globus. ulubiona zabawka. można go było zepsuć i turlać nim po podłodze. musiałam jako dziecko zadawać masę pytań, bo dość wcześnie dowiedziałam się o afryce, europie, słupach herkulesa i cieśninie gibraltarskiej. ktoś mi opowiedział, że to jest to miejsce gdzie kończy się stary świat. było przy tym coś o kolumbie, zupełnie nie pamiętam co i jak, ale ubzdurałam sobie, że kolumb był polakiem i zanim zrobił amerykę to tam, za cieśniną gibraltarską była tylko woda, noc i... i nic. prawdziwy koniec świata. może wodospad. może jakieś potwory. albo chmura. chmura na której siedzi bóg ojciec potężnie na mnie wkurzony.
ta moja dziecięca wizja była tak dla mnie straszna, że kiedy na studiach pisałam o średniowieczej kartografii dużą ulgę sprawiło mi czytanie o niegdysiejszych wyobrażeniach tego, co nieznane. dużą część swojej pracy poświęciłam pigmejom, kynocefałom, blemmyjom, że nie wspomnę już o mantikorach, olbrzymach, sciapodach i centaurach...
chociaż faktem jest, że kilka miesięcy po obronieniu tej pracy, gdy zaczęłam pokazywać swoje zdjęcia na portalach fotograficznych przekonałam się, jak niewiele wiedziałam na temat monstra humana...
no ale to już zupełnie inna bajka. oto foteczki:

(taka tam skała)



(trochę betonu...)



(...wody...)



(...no i małpy.)


(małpy były zajefajne, mariuszku zazdroszczę ci tej małpy!)

(europa point, to miejsce uchodziło kiedyś za koniec świata)

(jagoda :***)

11 komentarzy:

  1. Czytałaś Maniu "Baudoliuno" Umberto Eco, świetnie tam opisał, średniowieczne wyobrażenia o istotach zamieszkujących odległe krainy i końce świata.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytalam;) akurat wtedy to wydali jak pisalam o mappae mundi

    OdpowiedzUsuń
  3. podoba mi się ten koniec starego świata

    OdpowiedzUsuń
  4. to było coś i niezbyt wielu turystów

    OdpowiedzUsuń
  5. Przecudne zdjęcia. Mają swoja magię. Cudowne...

    OdpowiedzUsuń
  6. Mania ale tych małpiszonek to ci zazdroszczę jak cholera :DDD

    OdpowiedzUsuń

komentarze do wpisów podlegają moderacji i publikowane są dopiero po zaakceptowaniu ich przez autorkę tego bloga.