



11/2011
odgrzebałam stary negatyw z ostatniego pobytu w londynie...
nie tyle zatęskniłam za miejscem, co za samym podróżowaniem. za nowym i nieznanym lub za starym i dawno niewidzianym.
od miesięcy siedzę w domu, przytłacza mnie brudna, szkocka plucha, która ni chu, chu nie chce być ani prawdziwą zimą, ani przemienić się wiosnę.
nie oszukujmy się, to były tylko nędzne podrygi, jakieś tam przytupy, próby kostiumowe i papierowe dekoracje, ot chwilowe szaleństwo przyrody, której najwyraźniej wyczerpał się już repertuar.
więc znowu jest - szaro i czarno, i biało.
Przyznam szczerze, że konsekwencja, jakość kadrów i wprawność oka to wszystkie substytuty świetnego warsztatu fotograficznego jaki posiadasz. Człowiek z przyjemnością zawiesza oko i zatrzymuje te chwile.
OdpowiedzUsuń:-*
OdpowiedzUsuńchyba artybuty? ;) znaczy się atrybuty :P
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńSlawek powiedzial,a w kwestii podrozowania tez mnie juz swedza podeszwy:)
OdpowiedzUsuńoj tam oj tam, substytuty, atrybuty...
OdpowiedzUsuń